dzień 12 – znowu łosie

with Brak komentarzy

plan 52 km

wykonanie 66 km

 

Grzebiemy się porannie. Ruszamy o 10:00. Droga jest leśna, ale asfaltowa. W Tuna jemy śniadanie (i pączki!) pod ogromnym drzewem przy sklepie i oglądamy kościół, który specjalnie dla nas otwiera pani widząca nasze nim zainteresowanie.

Jadąc dalej widzimy kierunkowskaz na

Virum Algpark

i postanawiamy odbić kilka km z trasy, żeby jeszcze raz zobaczyć łosie.

Właściciele parku mają spory teren z zamieszkującymi na nim łosiami i danielami.

Wjeżdżamy tam w otwartej przyczepie traktora. Dostajemy od gospodarza gałęzie z liśćmi i pokrojone jabłka. Widząc traktor łosie podchodzą do nas - samiec, samica i dwa łoszaki. Wszystkie są oswojone.

Dokładnie wiedzą po co i z czym przyjechaliśmy i nachalnie domagają się od nas smakołyków. Pakują swoje wielkie głowy do przyczepy, pufają na nas z wielkich nochali, obćmoktują nas, przeszukują kieszenie. Są natrętne, ale frajda dla dzieciaków niesamowita. Można łosia pogłaskać, nakarmić, dotknąć myszatych rogów. Super! Widzimy jeszcze stado danieli, które nie są nachalne, ale też wiedzą, że dostaną jabłka i nie należy się nas bać.

Sklep przy parku jest pełen pamiątek łosiowych.

Po tej przygodzie jedziemy dalej na "nasze" kąpielisko koło Kristdali. Bardzo podobało nam się miejsce i jezioro i postanawiamy tu zanocować.

Kąpiel w jeziorze

jest cudowna. Pływamy i skaczemy tym razem już do ciepłej wody.

Dzisiejsza pogoda wróciła do normy - jest upalnie, bezchmurnie i zdecydowanie za gorąco. Ale nie jesteśmy zmęczeni. Kąpiel w jeziorze dodaje nam energii.

http://www.virummoosepark.se/index-en.asp
po 50 koron od osoby