dzień 5 – zgubiona ścieżka, Chartres i zamknięta brama

with Brak komentarzy
49 km
Dzisiejsze plany szlag trafił. Leje. Mieliśmy rano iść do muzeum kolei. Gramolimy się do ciepłej łazienki dopiero koło 11:00. Po śniadaniu przestaje padać i szybko zwijamy mokre namioty. Płacę za camping dwa razy za dużo, bo mój francuski jest zbyt zagmatwany. Na szczęście zauważam tę zawrotną kwotę (63 euro) i pani w recepcji oddaje mi gotówkę. Marta zaprzyjaźnia się z milutkim kotem.

 

Ruszamy koło 13:00. Droga ładna, wśród pól, ale wiatr strasznie silny oczywiście prosto w twarz.
Mijamy miasteczka, które właściwie są skupionymi wokół średniowiecznego kościoła osiedlami domków jednorodzinnych. Zadbanych, wypieszczonych, z uporządkowanymi i ukwieconymi ogródkami. Sklepu brak (też typowe, inną opcją jest sklep zamknięty między 12:00 a 16:00).

W Gallardon

robimy zakupy - przede wszystkim w boulangerie, naszym ulubionym sklepie. Oglądamy wielki stary kościół i fragment wieży.
Wyjazd z miasteczka pod górę. Kasia z Dawidem jadą szybciej i niestety nie tą drogą, co trzeba. Po kilkunastu minutach czekania na rozdrożu dzwonię do Kasi. Na tyle daleko już są, że jedziemy za nimi. Efektem tego jest nie tylko nadrobienie kilku kilometrów, ale również jazda bardzo ruchliwą drogą aż do samego Chartres.

Z daleka widać górującą nad miastem katedrę. Nadal jest silny wiatr i do tego dochodzą podmuchy mijających nas ciężarówek.

Do Chartres

dojeżdżamy koło 19:00. Katedra jest wysoko na wzgórzu. Piękna i potężna, bogato zdobiona. Niestety jest już zamknięta i dziś możemy ją podziwiać tylko z zewnątrz. Zachwycamy się również starym miastem w otoczeniu katedry - wąziutkie uliczki, kamienne i drewniane domy, cicho i spokojnie.
Jedziemy na camping. Rozbijamy się i planujemy wyjście do miasta na oglądanie iluminacji katedry. Niestety po 22:00 brama campingu jest już zamknięta, a my na szczęście znajdujemy się po prawidłowej stronie (tej z namiotem).