praca w domu

with Brak komentarzy
środa, 16 grudnia 2015 r.

Wiele lat temu miałam epizod pracy w domu. Miałam wtedy własną działalność gospodarczą równolegle z pracą na etacie. A były to czasy wczesnego Balcerowicza, kiedy fala przedsiębiorczości wylała się na rynek polski – doskonały moment na rozkręcenie własnej firmy. Moja firma przetrwała jako działalność gospodarcza niespełna rok, potem przekształciła się w spółkę. Ale dopóki pracowałam sama, moje

biuro miałam w domu

Doświadczyłam więc pracy po nocach, stosów papierów na stole, zabawiania dzieci w trakcie pracy przy komputerze, kota chodzącego po klawiaturze, obiadu gotującego się podczas rozmowy z klientem i faksów o trzeciej w nocy.

Dwójka dzieci i biuro w domu to jednak, mimo dużego entuzjazmu i samozaparcia, dość karkołomny pomysł. Stąd decyzja o spółce i przeniesienie się do „prawdziwego” biura.

Po wielu latach spędzonych w wieloosobowych biurach, perspektywa pracy w domu, mimo że przymusowa, wydawała mi się jednak doskonałym pomysłem. Lubię pracę samodzielną, potrzebuję ciszy do skupienia się, nie mam problemu z organizacją pracy (tak mi się przynajmniej wydawało), nie potrzebuję nadzoru i kierownictwa, żeby pracować wydajnie i efektywnie.

Najpierw okazało się, że mam

za mało miejsca

Biurko za małe, monitor za blisko, nie mam gdzie położyć papierów, nie mam szafki na dokumenty, brakuje mi tablicy na bieżące notatki, fotel niewygodny. Pierwszą więc rzeczą było przemeblowanie i stworzenie miejsca pracy.  Biurko zbudowałam sama, wycięłam wyrzynarką z płyt drewnianych prosto z piwnicy. Jest duuuże, narożne, z wycięciem na brzuszek🙂, stanęło w dużym pokoju – odległość do monitora idealna, światło dzienne jest, wiatrak na biurku się mieści.

Druga sprawa to

przeszkadzajki

Dwie futrzaste – moje koty, które, szczęśliwe, że pańcia jest w domu, chciały zająć miejsce  niemal mi na głowie. Jeden siadał między klawiaturą a monitorem i obserwował mysz (kursor) zasłaniając mi skutecznie cały monitor. Drugi kładł się blisko, bliziutko mnie – na mojej prawej ręce, która obsługiwała mysz. Było ciepło, ale kiepsko ze skutecznością pracy. Lekarstwem okazał się kocyk, który zmieścił się na moim rewelacyjnym biurku i na ten kocyk udało się upchnąć dwa koty.

Kolejna przeszkoda w pracy to gotowanie, pranie, sprzątanie. To jakoś udało mi się wyeliminować czego skutkiem jest totalny chaos organizacyjny i bałagan w domu.

Trudność sprawia mi też odejście od komputera. Potrafię siedzieć cały dzień i do 3 – 4 w nocy. No, a komputer to jedna wielka przeszkadzajka. Maile, facebook, Linkedin, webinary, youtube, mnóstwo wiedzy, wszystko może się przydać, tak dużo można się nauczyć. A dzień ucieka.

Ale

organizacja pracy i produktywność 

to osobny temat, z którym staram się zmierzyć bezskutecznie już kilka miesięcy. O tym innym razem.

A czy Ty przygotowałaś sobie miejsce do pracy w domu? I udaje Ci się odizolować od domowego ruchu?

 

Ewa